|
|
Akasa Power Max 1000W
W erze nieustannego rozwoju technologicznego, komputery stają się prawdziwymi podgrzewaczami atmosfery w domu. Producenci dwoją się i troją, aby zapewnić odpowiednie zasilanie monstrualnym konfiguracjom. W dzisiejszych czasach 4 karty graficzne, procesor czterordzeniowy i nieskończona ilość dysków nie robi na nikim wrażenia. Jednak powstaje jeden poważny problem, czym zasilić takiego potwora? W dzisiejszej recenzji przedstawię Wam istną bestię, która nie jest zabawką dla grzecznych dzieci. Nasz bohater bucha kilowatem mocy. Czy poradzi sobie z naszym PSU Killerem? Odpowiedź znajdziecie poniżej.
Opakowanie
Producent zapakował swój produkt w niebieskie pudełko, na którego ściankach umieścił liczne informacje. Z samych informacji zawartych na pudełku potencjalny nabywca może dowiedzieć się wiele o produkcie. Akasa promuje swój produkt, jako idealny dla graczy. Na górze opakowania znajdziemy wygodną rączkę do przenoszenia. Wszystkie szczegóły znajdziecie na zdjęciach.
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
W opakowaniu znajdziemy:
- zasilacz,
- 3 opaski rzepowe do porządkowania kabli,
- instrukcję obsługi,
- 4 czarne śrubki,
- kabel zasilający.
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
Otwierając pudełko myślałem, że jednostka będzie należeć do tych dłuższych. Jak się jednak okazało jest to wymiarowo standardowy ATX. Aż dziw bierze, że upchnęli tam kilowat mocy. W opakowaniu wszystko ma swoje miejsce. Produkty umieszczono między formami z miękkiej pianki. Dodatkowo sam zasilacz obłożono folią bąbelkową. Pudełko jest dość duże ze względu na bogaty zestaw okablowania. Producent zadbał nawet o czarne śrubki, które zgrywają się kolorystycznie z obudową. Dość rozbudowana instrukcja nie zawiera polskiego tłumaczenia. Znajdziemy w niej natomiast szereg tabelek i wykresów dokładnie opisujących zasilacz.
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
|
|
|