|
|
Arctic Cooling Silentium T2
Wybierając obudowę nie bierzemy pod uwagę tylko tego czy będzie nam pasować do mebli czy koloru ścian. Coraz częściej zwracamy uwagę na to jak rozplanowano w niej chłodzenie, abyśmy mogli wyciągnąć z naszego sprzętu dodatkowe megaherce bez zbędnego grillowania. Jednak wybierając się do sklepu i podziwiając z profilu pudła większość z nich opiera się na pewnym wszystkim znanym schemacie. PSU w lewym górnym rogu oraz wentylatory gdzie popadnie, które mają wywołać huragan we wnętrzu komputera. Inną koncepcję chłodzenia przygotowała firma ArcticCooling. Co konkretnie stworzyli panowie w serii bud Silentium? Tego dowiecie się czytając recenzje obudowy Silentium T2.
Obudowa, o której będzie mowa (w ogóle nie czuje jak rymuje :-) ) wpadła mi w ręce już pewien czas temu. Dzięki temu będę mógł się w wami podzielić spostrzeżeniami z pewnego okresu użytkowania, nie będę jej opisywać na świeżo. Ze względu na to, że zdjęcia do recenzji były robione już w okresie działania, niestety będę musiał ominąć tutaj moment oficjalnego otwarcia kartonu z zawartością ;-).
Opakowanie i zawartość
Obudowę dostajemy w standardowym kartonie. Zawartość była dobrze zabezpieczona styropianem. Nic w środku nie latało i to się chyba liczy. Obudowa przeżyła transport w tramwaju, a jak wiadomo starcie ze starszymi babciami uwielbiającymi tego typu komunikację do najlżejszych nie należy, więc nie było to byle co ;-).
Co w środku? Ano, nie za wiele. Dostajemy tylko jeden woreczek, w którym znajdziemy szyny do montowania napędów, zapasowe gumki do czegoś (ale o tym nieco później), śrubki do zamontowania płyty głównej, opaski zaciskowe, no i
. to by było na tyle.
 (kliknij aby powiększyć)
Poszukiwanie jakiejkolwiek instrukcji, czy nawet notatki dotyczącej obudowy zakończyło się porażką. Możliwe, że panowie z AC uznali, że kawałek papierku jest całkowicie zbędny, jednak według mnie jest to potrzebne, bo może pozwoliłoby uniknąć wypadkowi, jednak o tym również później ;-).
|
|
|