|
Kuczy's Project Fornax
WSTĘP
Moja przygoda z moddingiem zaczęła się ok. roku temu, gdy przez przypadek odwiedziłem jeden ze znanych serwisów zajmujących się tą tematyką. Z otwartą buzią oglądałem przerobione budy i sam też zachciałem mieć coś takiego.
Pierwsze modyfikacje były raczej mało interesujące i nie nadawały się do pokazania. Wtedy właśnie postanowiłem zrobić coś czego jeszcze nie było. Nie chciałem przerabiać jakiejś zwykłej obudowy, a to tylko dlatego, że prawie wszyscy tak właśnie postępują. Miałem zamiar zrobić coś od podstaw. Zrobić coś z niczego. Wiele dni myślałem nad tym co mogłoby szokować...
INSPIREJSZYN
Wszystko zaczęło się od niewinnej wizyty na złomie. Spacerując śmietniskowymi alejkami szukałem czegoś, co mogłoby się przydać na moją przyszłą obudowę. Mój wzrok przykuła zatopiona w kałuży "rzecz". Tak! To był stary niemiecki piecyk gazowy. Pewnie niektórym może się to kojarzyć z obozami koncentracyjnymi, ale na szczęście w rzeczywistości nie ma on nic z tym wspólnego :-P.


To była wiosna 2004 roku. Przez dłuższy czas przez głowę przewijały mi się setki różnych pomysłów dotyczących mojej przyszłej obudowy, więc nie byłem w stanie zacząć czegokolwiek. Z założenia chciałem zrobić jak najwięcej samemu. Od oświetlenia obudowy przez podświetlane wentylatory po grawerowanie. Po pierwsze dla większej satysfakcji, a po drugie z oszczędności, bo nie chciałem wydawać na komputer całego majątku.
Początkowa wersja miała być śliczna i świecąca. Jednak nie byłem w stanie doprowadzić tego pudła do takiego stanu i wizja świecidełka poszła w zapomnienie. Drugim pomysłem było zrobienie czegoś na styl HL Blackmesa. Jednak uznałem, że nie ma sensu papugować za kimś:). Ostatnią planem, który później był realizowany było zaszpachlowanie całej obudowy i porzucenie wodzy fantazji przy nadawaniu jakiej struktury.
Piecyk w miarę wyprostowany, oczyszczony i osuszony czekał w piwnicy na lepsze czasy. Kolejne nieprzespane noce zaczęły powoli klarować dokładną wizje pieca. Zbliżał się koniec roku szkolnego, więc było zdecydowanie więcej czasu na pracę. Jednym z najżmudniejszych zadań było oczyszczenie tego cholerstwa z farby. Była to żaroodporna powłoka ceramiczna, która prawie sprawiła, że wszystko bym wyrzucił do śmietnika. Na szczęście po kilku głębszych... wdechach, powracałem do równowagi.
MODYFIKACJE
Piecyk początkowo był trochę wybrakowany. Przede wszystkim nie miał dna. Do uzupełnienia tego posłużył mi kawał blachy z innej obudowy. Po uszczelnieniu silikonem wygląda prawie jak fabryczne.

Później założyłem zawiasy łączące klapę ("rożno") z resztą budy. Pierwszym poważniejszym krokiem, który mógłby wskazywać, że będzie to obudowa było wycięcie z boku mega dziury na mocowanie płyty głównej oraz zasilacza i wywiercenie otworów na kołeczki mocujące.


Tutaj pojawiły się problemy. Bo skąd ja miałem wziąć takie kołeczki?! Ze względu na to ze płyta jest dość wysoko od ścianki, takich kołków było potrzebnych ok. 30. Musiałem wybrać się na wycieczkę po sklepach komputerowych w moim miasteczku. Tutaj z pomocą przyszedł bardzo miły Pan, który podarował mi te części. Zapytał tylko po co mi tyle tego? Jak powiedziałem, że do piecyka to się delikatnie zdziwił :P Po zdobyciu tego elementu po raz pierwszy mogłem zamontować mobo i PSU.

Zasilacz, postanowiłem osadzić bez obudowy, bo inaczej by się nie zmieścił, a poza tym wygląda ciekawiej. Później przyszedł czas na wywiercenie otworu na wentylator chłodzący elementy zasilacza przy którym dodatkowo wyciąłem płomienie.

Otwór na wentyl zasilacza oraz "rożno" zamaskowałem siatką tuningową. Po tym zabiegu prace trochę zwolniły swój bieg, bo trwały wakacje
a w wakacje to pewnie wszyscy wiedzą co się dzieje.;-) Pewnego dnia wpadłem na pomysł stworzenia podświetlanych stópek. Miałem na stanie dość grubą pleksi która doskonale się do tego nadawała. Chciałem jednocześnie, żeby podstawki kontrastowały z oświetleniem wnętrza, które miało być pomarańczowo-czerwone. Dlatego zastosowałem tam po dwie diody niebieskie.

Po wywierceniu wszystkiego co trzeba i zaplanowaniu dokładnie kolejnych prac mogłem przejść do szpachlowania i malowania budy. Po wielu godzinach spędzonych w piwnicy osiągnąłem wyobrażony wcześniej efekt. Teksturę taką otrzymałem nakładając szpachlę i "jeżdżąc" po niej w poprzek dłutkiem. Natomiast, jeżeli chodzi o malowanie to po prostu poniosła mnie fantazja. Drugi raz czegoś takiego chyba bym nie zrobił :-P.





Pracom z tymi specyfikami towarzyszył niezły smrodek, najwidoczniej drażnił sąsiadów, bo jednego dnia zobaczyłem na tablicy ogłoszeń na klatce schodowej pisemko o zakazie trzymania w piwnicy paliw i innych takich łatwopalnych
to chyba o to moje chodziło.

Gdy piecyk był zaszpachlowany (zużyłem 1,5kg szpachli uniwersalnej :-) ) i pomalowany, można było przejść do zabawy z elektroniką. (Pamiętajcie żeby nie grzebać przy włączonym zasilaniu. Ja starałem się działać zgodnie z zasadą: "Brata elektryka, prąd nie tyka", jednak okazało się, że tyka i to dość miło :-P )
Dużo zabawy było z wentylatorami. W każdym znajdują się po 4 diody. Żeby nie było widać przewodów boki zostały fan'ów zostały zaszpachlowane w taki sam sposób jak obudowa. Dodatkowo wentylatory pomalowane są w kolorze "karoserii", same łopatki wyglądają jak zniszczony metal. Taki efekt osiągnąłem malując je chromem i marząc paluchami :P Po zamontowaniu wentylatorków pozostało tylko oświetlenie wnętrza obudowy. Tutaj zastosowałem 12 diod. Efekt mnie nie satysfakcjonował, więc dorzuciłem jeszcze 10 . Na pleksi znajdującej się na przedzie piecyka wygrawerowałem płomienie oraz znaki celtyckie.

Takie same znajdują się na całej obudowie.

Z boku znajdują się przełączniki do sterowania wentylatorami i oświetleniem. Jeden pracuje z wentylami w "rożnie", drugi oświetleniem wnętrza, trzeci podstawkami. Ponadto jest pewne zabezpieczenie w postaci, pewnie znanego wszystkim kluczyka.


Z boku miał być jeszcze własnoręcznie robiony z pleksi grill, również z płomieniami i napisem Fornax. Właściwie to był już zrobiony. Jednak po założeniu powstały zbyt duże napięcia i popękał (popłakałem się jak dziecko. Bardzo dużo czasu i pracy mnie to kosztowało :-( ). Na koniec pochowałem dokładnie kable, bo wiem, że wszyscy się czepiają jak jest bałagan :P
Obudowa oficjalnie została zakończona w pierwszym tygodniu września. W środku nie ma nic nadzwyczajnego. Obudowa miała na celu cieszyć oko i mam nadzieje, że zostało to osiągnięte :-)
Nazwa pochodzi od łac. Fornax - piec
.skomplikowane, no nie? :P






Na zakończenie chciałbym bardzo podziękować G-Gitowi i Dzikowi za wkład jaki wnieśli w realizacje tego projektu. No i jeszcze podziękowania dla rodziców za to, że nie wyrzucili mnie z domu.

Autor: Kuczy.
|