|
|
Miedziany shroud
Niniejsza publikacja jest w pewnym sensie kontynuacją artykułu "Chirurgia nagrzewnicy". Otóż po skończonej modyfikacji nadszedł czas na budowę shrouda. Po krótkim namyśle postanowiłem pójść za ciosem i zrobić go z... blachy miedzianej. Jako materiał posłużyła mi najpopularniejsza blacha o grubości 0,5mm stosowana w budownictwie do pokryć dachowych, okapów, etc. W założeniach konstrukcja przeznaczona pod wentylator Papst 7114N o średnicy 15cm oraz możliwość mocowania przez podwieszenie na śrubach.
Na początek rozrysowałem siatkę obiektu z uwzględnieniem wszystkich otworów oraz zakładek, przeniosłem rysunek na blachę, po czym wyciąłem żądany kształt.
Konieczne było rozwiązanie kwestii równego gięcia krawędzi domowymi metodami (czytaj: młotkiem). Na te potrzeby skonstruowałem specjalne "urządzenie" składające się z 2 kawałków blachy aluminiowej 3mm skręcane w całość śrubami z wykorzystaniem otworów mocujących w blasze miedzianej.


Po skręceniu przystąpiłem do pierwszych gięć (z odpowiednim przesunięciem aluminiowej "giętarki"). Na początek zakładki służące do mocowania shrouda do nagrzewnicy, a następnie mniejsze mające na celu połączenie jego boków.


Po centralnym umocowaniu blach aluminiowych nadszedł czas na gięcie ścianek.




Powstała konstrukcja okazuje się być sama w sobie całkiem stabilna. Jednak nie zapominajmy o tym, że z założenia ma utrzymywać ciężar całej nagrzewnicy wypełnionej wodą. W związku z tym postanowiłem zastosować dodatkowe wzmocnienia w narożnikach z blachy miedzianej o grubości 1,5mm.
Tutaj pozwolę sobie szerzej rozwinąć temat, gdyż wiele osób pyta mnie o tego typu lutowanie warstwami. W tym przypadku wyglądało to następująco. Odpowiednio przycięte trójkąty wzmacniające umieściłem na kuchence celem stosownego ich rozgrzania, po czym pokryłem warstwą cyny. Miejsce lutowania zostało posmarowane topnikiem w paście, a następnie znalazł się tam odpowiednio ukształtowany kawałek cyny. Następnie miejsce to podgrzewałem lutownicą gazową do momentu aż cyna zaczęła się lekko rozpływać i przywierać do miedzi. Na koniec uprzednio przygotowany trójkąt trafiał na swoje miejsce i całość była tak długo podgrzewana aż ów trójkąt "osiadł" a cyna wypłynęła wokół jego krawędzi.




Ponieważ w narożnikach miały się znaleźć gwintowane otwory pod śruby mocujące postanowiłem ostatecznie wlutować drugą warstwę trójkątów.

Po tych zabiegach konstrukcja wyglądała co najmniej nieefektownie, w związku z czym należało zadbać o estetykę. Całość została poddana kąpieli oczyszczającej, a następnie oszlifowana odpowiednio drobnymi papierami ściernymi.



Po nagwintowaniu otworów shroud został przylutowany do nagrzewnicy. Na koniec okolice miejsc lutowania zostały jeszcze raz oczyszczone. Oczywiście dla upewnienia się, że żadne luty nie zostały naruszone nagrzewnica przeszła ponowne testy szczelności.
Muszę stwierdzić, że jestem bardzo zadowolony z tego co udało mi się zrobić. Mam nadzieję że estetyka do szanownych odbiorców przemawia. Owszem, może nie zachwyci nieuleczalnych miłośników plexi, ale ma nad takimi rozwiązaniami przewagę jeśli chodzi o stabilność i wytrzymałość, gdyż przyznam, że przy tego typu mocowaniu raczej trudno byłoby mi zaufać konstrukcjom polegającym na przyklejeniu shrouda do nagrzewnicy chociażby silikonem.
Jak zwykle zachęcam wszystkich do samodzielnego majstrowania oraz przełamywania barier i stereotypów. Keep the moddin' up!





|
|
|