Palnik na propan-butan
Większość "poważnych" majsterkowiczów dochodzi do wniosku, że tandetne lutowniczki gazowe z supermarketu, czy ich trochę droższe odpowiedniki, nie nadają się do niczego innego poza odpalaniem papierosów ;-)
Wtedy przychodzi czas na refleksje. Co kupić? W marketach budowlanych jest duży wybór profesjonalniejszych palników, lecz cena samego urządzenia jak i zapasowej butli z gazem może przyprawić o ból głowy i jest niewspółmierna do możliwości. Ja zdecydowałem się na inną opcje. Czy dobrą? Przekonasz się po przeczytaniu artykułu.
Kupiłem go w ciemno i bez przekonania, gdyż nie miałem jeszcze z takim sprzętem do czynienia. Palnik o którym mowa można kupić zarówno na aukcjach internetowych jak i w marketach budowlanych, typu OBI, Castorama itp. W zestawie znajdziemy palnik, wąż ze śrubunkiem, a także 2 klucze do nakrętek 3/8". Do pierwszego odpalenia, brakuje nam jeszcze butli. Jeżeli takiej nie mamy, polecam kupić nową, gdyż używane często są bez legalizacji lub z uszkodzonym zaworem, a takie formalności i naprawy przewyższą koszt nowej. Jeszcze jedna uwaga przy zakupie palnika, jeżeli posiadamy duża 12kg butlę prosimy o wąż ze śrubunkiem do takiej, a jak mamy turystyczna to do turystycznej. Proste ;-).
Jeżeli jednak przytrafi się nam tak, że dostaniemy z dużym gwintem, potrzeba kupić jeszcze odpowiednia przejściówkę za ok. 10zł.

Zdziwiłem się bardzo rozmiarami palnika jak i dyszy, gdyż sądziłem, że są mniejsze. Nie stanowi to jednak żadnej przeszkody w lutowaniu nawet bardzo małych elementów, oczywiście z lekka wprawą. Sama dysza ma 12mm. Wykonana jest ze stali nierdzewnej. W środku nagwintowana w celu przykręcania dodatkowych końcówek, które można dokupić osobno (np. do lutowania miedzianych rur czy prac dekarskich).
Pokrętło do regulacji jest dość precyzyjne, lecz bardzo czułe, co czasami potrafi znacznie irytować. Największym mankamentem tej "zabawki" jest tworzywo sztuczne, z którego wykonana jest rękojeść. Jest bardzo niskiej jakości i źle obrobione. Na łączeniach dwóch części było wiele ostrych zadziorów. Pozbyłem się ich używając nożyka do tapet.

Wąż jaki jest dołączony do palnika, to tradycyjny, wysokociśnieniowy wąż do gazu o długości 1metra. Tutaj też trzeba uważać, aby nie przeginać go przy zaprawianych końcówkach, gdyż może pęknąć.

Butli na rynku mamy do wyboru do koloru. Dosłownie. Rozmiarami od 1kg wzwyż. Ich ceny wahają się od 20zł za używane do 50-60zł za nowe turystyczne i 100zł za pokaźne 12kg. Ja wybrałem 3kg. Skłonił mnie do tego fakt, że butla taka przyda się nie tylko do lutowania czy spawania brązem, lecz także na biwak czy pod namiot :-).
Moim problemem było to, że napełnienie turystycznej butli w mojej miejscowości graniczy z cudem. Butlę powinno się napełniać tylko w autoryzowanych serwisach. Lecz co trzeba zrobić, gdy w naszym mieście takiego nie ma? Jeszcze nie tak dawno wystarczyło się wybrać na pierwsza lepszą stację benzynową, na której jest również dystrybutor gazu LPG i bez problemu można było ją napełnić. Lecz po zmianie przepisów, jest to zabronione. Mimo wszystko stacje nadal posiadają takie końcówki, jednak oficjalnie nie proponuję takiego rozwiązania ;-)
Stanowczo także apeluję o nie robienie tego samemu, a już w ogóle w pomieszczeniu zamkniętym!

Tak jak pisałem wcześniej, gdy mamy już wersje z dużym gwintem musimy zaopatrzyć się w odpowiednia redukcję 3/8"L x W21,8L. Można ją dostać w każdym markecie budowlanym lub sklepie, popularnie zwanym spawalniczym.

Co jakiś czas dobrze sprawdzać stan wszystkich uszczelek na ewentualne pęknięcia czy odkształcenia. Przecieki gazu jak każdy (chyba) wie, mogą się źle skończyć dla nas samych jak i otoczenia.

Kolejna ważną rzeczą, o której należy pamiętać aby nasz palnik żył długo i szczęśliwie to czyszczenie dyszy z pyłów i resztek wszędobylskiej kalafonii. Najprościej jest po prostu wyskrobać to dużą igłą.

Miłym dodatkiem, o którym już wspominałem jest klucz, który przydaje się nie tylko przy dokręcania węża do palnika, ale także do popularnych złączek choinkowych :-)

Na cały zestaw wydałem łącznie około 145zł, palnik i wąż ok. 55zł, butla ok. 60zł i redukcja ok. 10zł no i jeszcze napełnienie butli trzema kilogramami propan-butanu za ok. 20zł. Dla jednych drogo dla innych nie. Mnie interesowała duża niezawodność i wykonanie, które mimo drobnych uchybień stoi na wysokim poziomie. Więc jeżeli szukasz czegoś do lutowania miękkiego (cyna) czy twardego (brąz) i chcesz trochę zainwestować na przyszłość, to będzie to strzał w dziesiątkę!
Lutowanie twarde (spawanie brązem)
Wiele osób używających tego typu palników popełnia kardynalny błąd. Sądzą, że najgorętszy płomień jest tuż przy samym palniku. Jest jednak inaczej. Grzejąc nasz element należy ustawić płomień tak, aby końcówka tego jasno niebieskiego płomyka (w środku) stykała się z grzaną powierzchnią. Z własnego doświadczenia wiem, że to daje najlepsze rezultaty.

Nabrawszy odrobinę wprawy w używaniu palnika, można zacząć bawić się w lutowanie (a poprawniej spawanie) brązem. Jest on o tyle lepszy od cyny, że jest odporny na duże skoki temperatury i bardzie wytrzymały pod względem mechanicznym. Krótko mówiąc, jeżeli potrzebujesz mocnego spawu, który wytrzyma duże ciśnienie i skoki temperatury jak w układzie FC (freon cooler) to jest właśnie to!
Spawając brązem należy pamiętać o używaniu okularów ochronnych. Ktoś powie, że jest to niedorzeczne. Bynajmniej nie! Słabo rozgrzany brąz może eksplodować rozbryzgując się do dokoła i przez przypadek trafić w nasze oczy. Sam miałem okazje tego doświadczyć, więc wiem, co mówię.
Aby takiej sytuacji uniknąć należy pamiętać o tym, żeby spawany element nagrzać do takiej temperatury, przy której przytknięta laska brązu sama się "rozpływa". Błędem natomiast jest grzanie elementu razem z brązem. Wtedy może dojść do tak niebezpiecznej sytuacji jak opisana wcześniej.
W przypadku miedzi, najlepiej rozgrzać ją do czerwoności, wtedy mamy gwarancję mocnego i bezpiecznego spawu.


Ten czarny nalot to tlenek. Aby go uniknąć można spawać w osłonie gazu obojętnego np. CO2 (dwutlenek węgla). Dla początkującego raczej zbędnym wydatkiem będzie kupno butli wraz z reduktorem, plus jej napełnienie i ew. legalizację. Nalotu można pozbyć się też w inny sposób. Zaraz po spawaniu wrzucić do wody. Duża jego część jej odejdzie, resztę można wytrawić w roztworze kwasku cytrynowego lub zeszlifować papierem ściernym.



I to już koniec. W posługiwaniu się palnikiem nie pomogą już żadne rady - jak to się mówi "praktyka czyni mistrza". Przy zachowaniu podstawowych zasad BHP praca z tym palnikiem będzie już samą przyjemnością, czego i sobie i Wam życzę.
|