|
Scythe Quiet Drive
O autorze słów kilka
Nim przystąpię do bliższego zapoznania Was drodzy czytelnicy z tytułowym produktem pozwólcie, że zapoznamy się bliżej.
Autor jest silnie znerwicowanym i schorowanym przedstawicielem homo sapiens. Cierpi na chroniczną bezsenność i odgłos pracującego komputera nigdy nie dawał mu spać. W swoim długim życiu miał już pasywne WC, pasywny zasilacz i wiele innych wynalazków. Obecnie jest posiadaczem pasywnego AC, z którego jest bardzo zadowolony.
Autorska maszyna testowa:
- Procesor-A64 3700+ (San Diego) chłodzony Sonic Towerem
- Płyta główna- Asus A8N-E, zmieniony seryjny wyjący wiatraczek na niebieskiego Zalmana.
- Karta graficzna- Radeon X600 chłodzony pasywnie (seryjnie)
- Ram - 2x512mb A-Data Vitesta
- Obudowa Chieftec Big Tower (Mesh)
Dysk, który zostanie użyty do testów to słynny Samsung SpinPoint P120S 200 GB SATA2, 8mb cache (z silnikiem NIDEC) - uznawany za jeden z najcichszych i najchłodniejszych twardzieli dostępnych na rynku.
Wstęp, opakowanie i zawartość
Scythe to japońska firma słynąca z wysokiej jakości i solidności swoich produktów. Nie inaczej jest i tym razem. Scythe Quiet Drive, bo o nim tu mowa to następca Scythe Silent Box'a. Pierwszego przełomowego rozwiązania stworzonego z myślą o wyciszeniu dysku. Nowa wersja ma dokładnie takie same zadanie.
Dokonując zakupu otrzymujemy gustowne, ładnie wyglądające pudełeczko koloru czarnego. Na froncie widnieje zdjęcie czarnej skrzyneczki, dumne napisy koloru złotego informują o przeznaczeniu tej zabaweczki. Z tyłu zaś widnieje ładnie zobrazowana instrukcja obsługi oraz specyfikacja napisana w kilku językach. Warto dodać, że opakowanie wraz z zawartością sporo waży, bo aż 860 gram. Całość przeznaczona jest do montażu w zatoce 5,25".
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
Otwieramy pudełko, w środku widzimy nasz obiekt westchnień - czarną jak smoła, ciężką skrzynie, w której umieścimy hałasujący dysk twardy. Robi się ciekawie...
Wyjmujemy zawartość pudełka i rozkładamy ją na stole:
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
Co otrzymujemy:
- dwa czarne elementy tworzące razem obudowę do dysku-jeden element tworzy wnękę wyłożoną "diffusing foam rubber" czyli rozpraszającą gumową pianką (tu mocujemy dysk), drugi służy do jej przykrycia
- dwa srebrne elementy
- dwa thermalpady
- kabel - przedłużka SATA połączona z zasilaniem SATA
- kabel - przedłużka zasilania Molex
- trzy komplety śrubek
- rozkładana instrukcja montażu w języku angielskim, niemieckim oraz francuskim
Sama instrukcja zasługuje na pochwałę. Jest przejrzysta, krótka i konkretna. Mały minusik można policzyć za brak języka polskiego, aczkolwiek nie jest to duży mankament, ponieważ zawarte w niej rysunki pozwolą poradzić sobie z montażem nawet przy zerowej znajomości "anglika".
Montaż
Po raz kolejny muszę to zaznaczyć - instrukcja jest naprawdę wzorowa, wielki plus dla producenta!
Poniżej poglądowy rysuneczek ze strony producenta o sposobie montażu:
Na początku w sercu zakrada się niepokój - dlaczego dysk jest montowany do góry nogami?! Kwestia ta zostanie wyjaśniona pod koniec artykułu.
Jak widać rozpoczynamy od podpięcia kabla - przedłużki (załączone w zestawie) do twardego dysku. Niestety w tym miejscu producent dostaje minusa za brak kabla-przedłużacza PATA. Owszem do zestawu dołączony jest przedłużacz zasilania PATA, ale o kablu transmisyjnym zapomniano i trzeba zdobyć go we własnym zakresie. Posunięcie o tyle dziwne, że w przypadku SATA nie popełniono tego błędu - kabelek transmisyjny jak i zasilający znajdziemy w zestawie.
Po podłączeniu przewodów opatulamy dysk dwoma aluminowymi (srebrnymi) elementami. Wygląda to trochę jak klatka dla Hannibala Lectera :-).
Skręcamy śrubkami z płaskimi łebkami, używając przy tym nieco siły i uważając żeby nie przekręcić gwintu. Wszystko do siebie idealnie pasuje, nie ma mowy o pomyłce. Uzbrojony dysk wygląda tak:
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
Naklejamy dwa thermalpady (po jednym na każdą stronę) na aluminiowe elementy. Ich celem jest poprawienie konwekcji cieplnej dysku z obudową.
Warto dodać, że owe pady nie są jednorazowego użytku i wytrzymają z pewnością kilka przeklejeń. Ktoś mógłby uznać to za minus ale... czy zmieniamy dyski co tydzień? Raczej nie. A wierzcie mi - kto raz włoży dysk do Scythe'a nie będzie chciał go wyjąć. Całość wkładamy do dolnego czarnej wyłożonej wnęki. Czego efektem jest:
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
Widać dysk opatulony w rozpraszająca gumowa piankę :-); na górze przyklejony thermalpad. Nakładamy na to czarną pokrywę i skręcamy śrubkami. Warto dodać, że śrubki są czarne, pod kolor obudowy. Niby detal a jednak cieszy. Na tym etapie montażu możemy rozwinąć trochę naszą muskulaturę, ponieważ skręcenie wymaga użycia siły, niemniej jednak jest to normalne i nie ma powodu do strachu - tak ma być. Szczelne i dokładne skręcenie całego Scythe'a jest podstawą jego efektywnego działania. Efekt końcowy naszych zmagań:
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
Mamy już dysk opatulony i wszystko ładnie skręcone. Czas zamontować to cudo w obudowie. Producent dzięki regulacji położenia śrub (fotka) umożliwia dwie metody montażu:
Pierwsza: usuwamy zaślepkę 5,25 i wsuwamy Scythe. Czarny przód wystaje zamiast zaślepki.
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
Miła rzecz, przy odrobinie inwencji twórczej można coś wygrawerować na froncie i mamy piękną ozdobę.
Druga: Scythe schowany głębiej, za zaślepką 5,25. Niewidoczny z zewnątrz dla oka (zdjęcie ukazuje Scythe'a wsuniętego głębiej, bez założonej zaślepki).
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
Przykręcamy dołączonymi do zestawu śrubkami i podłączamy kabelki-zasilający i transmisyjny.
|