Spire RockeTeer VI errata
Zasilacz dotarł do mnie zaraz po pierwszych testach wykonanych przez naczelnego. Moim zadaniem było dokładniejsze i większe obciążenie testowanego zasilacza. Podczas pierwszego kontaktu ze Spire RockeTeer VI, od razu zauważyłem wspominaną już wcześniej sztywność kabli. Strasznie ciężko jest je ułożyć, szczególnie kiedy wszystkie są podpięte do zasilacza.
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
Po podłączeniu zasilacza do stacji testowej zasilaczy pojawił się mały problem. Złącza PCI-E są takie same jak złączki odpinane od zasilacza. Jeśli omyłkowo podłączymy kabel odwrotnie (ja nie zwróciłem uwagi na filtry EMI), linie są zwierane ze sobą i zasilacz nie startuje. Już myślałem, że zasilacz jest uszkodzony. Chwilkę zajęło mi rozwiązanie tej złośliwości. Warto jednak zauważyć, że zasilacz bez żadnych problemów przeszedł niezamierzoną próbę zwarcia co dobrze świadczy o wprowadzonych zabezpieczeniach. Naprawiwszy przeciwności losu (może zasilacz się mnie bał ;) ) przyszedł czas na testy.
Testy
Najważniejszym punktem testu był pomiar napięć. Do jego wykonania wykorzystałem miernik wbudowany w stację.
Napięcia bez obciążenia wyglądają tak:
Test na pół gwizdka przebiegł następująco:
Próba mocy nominalnej wypadła w ten sposób:
Niestety na sam koniec testów zasilacz niemiło mnie zaskoczył:
Temperatury podczas testów były następujące:
Jak widać, linia 12V ma wartość najbardziej odbiegającą od normy, niestety w górę. Większe napięcie na wyjściu = większa moc strat na różnych elementach, np. silniki dysków twardych. Co za tym idzie, więcej ciepełka w naszej obudowie ;) Może większość z Was powie, że jest to bzdura, ale osobiście spotkałem się z dyskiem, który na zasilaniu 11,8V nie grzał się prawie w ogóle, zaś na 12,5V dosłownie się gotował. Wszystko zależy jednak od elektroniki dysku i jego konstrukcji.
Jednostkowe obciążenia powodują spadek napięcia na linii testowanej, a wzrost na pozostałych. Niestety skoki te były zbyt wielkie. Żeby zasilacz było odporny na takie niespodzianki, producent powinien wyposażyć go w osobne rdzenie na każdą linię. Jednak łatwo wyliczyć, że podniosło by to znacznie koszt produkcji.
Podczas testów zauważyłem pewną wadę, za którą mogę uznać działanie automatycznego wentylatora w zasilaczu. Kiedy obciążyłem maksymalnie zasilacz, wentylator nadal chodził na niskich obrotach. PSU od Spire grzał się już tak mocno, że poczułem swąd przypiekanych cewek. Głównym uchybieniem w takim rozwiązaniu jest fakt, iż prędkość obrotowa zależy od temperatury radiatora. Jak wiadomo, owy element posiada dość dużą bezwładność cieplną, w przeciwieństwie do cewek. Chyba najlepszym rozwiązaniem byłaby kontrola obrotów zgodnie z pobieraną mocą. Test na pełnym obciążeniu trwał 15 minut, powietrze wychodzące z zasilacza było ciepłe, ale wentylator się nie włączył. Wydaje mi się, że czujnik nie zdążył się odpowiednio nagrzać. Ten sam zasilacz zainstalowany w komputerze bez zbyt dużej wentylacji, gdzie jego wentylatory mają za zadanie wyciągać ciepłe powietrze z obudowy, potrafi już po pół godzinie pracy pod ok 30-35% obciążeniem włączać co wydzielony okres czasu dodatkowy wentylator. W tym momencie jednak nie możemy już mówić o cichym zasilaczu - poziom jego głośności jest porównywalny z sytuacją gdy sami włączymy przycisk Turbo Fan - zgroza.
Za przekroczenie normy odjęto zasilaczowi 20 punktów z sumy. Radiatory są małe, ale zabezpieczenia działają wyśmienicie. Do minusów mogę zaliczyć błędnie działający regulator wentylatora oraz łatwość w pomyłce z podłączeniem kabelka ze złączem PCI-E i dość dużą sztywność kabli. Niezaprzeczalną wadą jest fakt przekroczenia normy przy teście jednostkowego obciążenia.
Tabliczka z podsumowaniem punktacji
|
 (kliknij aby powiększyć)
|
OCENA KOŃCOWA: 43,40%
|