Ostatnio miał u mnie miejsce przestój w modowaniu spowodowany niedoborem środków płatniczych.
Jednak nie mogło mnie to powstrzymać przed "knuciem" i tak pojawiła się koncepcja tego
bezbudżetowego mikro-moda. Doszedłem do wniosku, że standardowe nakrętki od mocowania mojego
Uriela wyglądają obrzydliwie. Tak samo nie zachwycają mnie motylki i inne niezbyt estetyczne
wynalazki. Zacząłem się zastanawiać nad czymś w stylu nakrętek jakie Danger Den dodaje do
swoich bloków, tudzież takich jak z zestawów Zalmana, służących do zamocowania wentylatora
na wysięgniku. Ale zaraz myśl moja poszła dalej - dlaczegóż by nie zrobić własnych,
unikatowych, jedynych w swoim rodzaju? Po szybkiej weryfikacji mojego podręcznego zapasu
metali kolorowych za materiał obrałem sobie pręt aluminiowy o przekroju 9,5x12,5mm i
przystąpiłem do projektowania kształtu, który z założenia miał być zarówno ergonomiczny
jak i cieszyć oko swym kształtem. Po surowej selekcji wstępnych szkiców ostał mi się ten
jeden najciekawszy.
W pręcie nawierciłem wstępnie otwory o średnicy 1,5mm, po czym rozwierciłem je do 3mm.

Następnie przyszła kolej na ich nagwintowanie (M4).
W tym miejscu pozwolę sobie na odrobinę dydaktyki, gdyż może nie każdy miał okazję
pracować tego typu narzędziami. Otóż najczęściej spotykamy się z zestawami, na które
składają się 3 sztuki gwintowników: zgrubny, pośredni i wykańczający. W takiej też
kolejności należy je stosować przy obróbce otworu. Kolejną kwestią jest właściwe
prowadzenie narzędzia - po początkowym wkręceniu nie powinny nań działać żadne siły poza momentem
skręcającym. Gwintownik wkręcamy płynnie, obracając uchwytem z dużym wyczuciem. Jeśli
tylko wyczujemy większy opór należy lekko przekręcić nim w przeciwną stronę lub w
przypadku częstego zacinania się wykręcić całkowicie i oczyścić z opiłków. Powyższe
uwagi są o tyle istotne, że w przypadku niestosowania się do nich mamy niemal gwarantowane
złamanie cienkiego gwintownika. Wskazane jest również odpowiednie smarowanie, np. oliwą
do maszyn precyzyjnych. Ostatecznie nawet użycie oleju jadalnego jest lepszym rozwiązaniem
niż gwintowanie na sucho.

Kolejnym etapem było rozcięcie aluminium na pojedyncze kostki i nakręcenie ich na długie śruby.


Za pomocą pilnika i papieru ściernego doprowadziłem je do formy prostopadłościanów.
Później zeszlifowałem 2 przeciwległe krawędzie aż do uzyskania przekroju o kształcie
spłaszczonego sześciokąta i ostatecznie doprowadziłem powierzchnie boczne do kształtów obłych.


Powierzchniom czołowym również nadałem łukowaty kształt.


Ostatecznie wszystkie krawędzie zostały minimalnie zaokrąglone a całość doprowadzona do
idealnej gładkości za pomocą coraz drobniejszych papierów ściernych.
Na koniec pozostało jeszcze zastosować mój autorski patent na wykańczanie aluminium,
czyli satynowanie chemiczne. Nadaje ono powierzchniom miły matowy wygląd, a polega na
wytrawieniu przedmiotu aluminiowego w roztworze wodorotlenku sodu (powszechnie dostępny
udrażniacz do rur "Kret", etc.). Trawić należy bardzo krótko, gdyż zbyt długie trzymanie
przedmiotu w roztworze spowoduje powstanie wżerów.
CZYNNOŚĆ TĄ NALEŻY WYKONYWAĆ ZE SZCZEGÓLNĄ OSTROŻNOŚCIĄ, GDYŻ WODOROTLENEK SODU
JEST SUBSTANCJĄ SILNIE ŻRĄCĄ, PODCZAS PROCESU WYDZIELAJĄ SIĘ DUŻE ILOŚCI CIEPŁA, A
POWSTAJĄCE OPARY RACZEJ NIE SĄ PRZYJAZNE CZŁOWIEKOWI.
Dla zabezpieczenia gwintów na czas trawienia w nakrętki wkręciłem śruby na taśmę
teflonową. Do nich umocowałem drut, za pomocą którego mogłem bezpiecznie zanurzyć nakrętki
w roztworze. Po wyjęciu należy jak najszybciej dokładnie opłukać aluminium pod bieżącą wodą.


Jak widać mając odrobinę chęci i czasu można zrobić coś oryginalnego bez żadnych nakładów
finansowych. Muszę przyznać, że w ostatecznej wersji wygląd tych nakrętek przerósł moje
oczekiwania. Kształt okazał się wyjątkowo udany pod kątem ergonomii, a satynowanie
dodatkowo poprawiło "chwytalność". Niestety zdjęcia nie mogą tego oddać. Mówiąc szczerze
to szkoda, że po zamocowaniu bloku będą unieruchomione, bo aż chce się nimi kręcić. Jest
to chyba najbardziej satysfakcjonujący drobiazg spośród wykonanych przeze mnie.
